ludobójstwo lat
40- tych, koturny lat 70-tych.
Właśnie teraz gdy brniemy w kierunku końca millenium, tak jakbyśmy
tonąc widzieli całą naszą przeszłość migoczącą ponad nami". Gdyby ktoś
mnie poprosił o podanie dobrego przykładu postmodernizmu, wskazałbym Mausa.
A.S.: Nie wiedziałem czym jest postmodernizm dopóki nie
przeczytałem eseju Todda Gitlina w New York Times Book Review w którym
podaje Mausa za jego przykład. Mam nadzieję, że nie przeinaczam jego słów
kiedy mówię, że podał Mausa jako przykład postmodernizmu zaangażowanego w
problematykę etyczną. Jego założeniem było, że postmodernizm w coraz
większym stopniu odchodzi od tego typu tematyki, zmierzając raczej w
kierunku czegoś na kształt amoralnego kolażu.
H.B.: Postmodernizm zakłada "płynność"
gatunków, także dużą trudnść sprawia klasyfikowanie rzeczy, nawet
w kategoriach faktu i fikcji.
A.S.: Miałem bardzo zabawną sytuację z New York
Times Book Review, kiedy Maus stał się bestsellerem i ukazał się
na liście pod kategorią fikcja. Napisałem notę w której stwierdziłem,
że David Duke byłby bardzo szczęśliwy gdyby przeczytał, że to co
przydarzyło się mojemu ojcu było fikcją, i że zdaję sobie sprawę z tego,
że Maus ukazuje problemy w pewnej konwencji, ale w moim mniemaniu
przynależy raczej do kategorii faktu. Opublikowali sprostowanie i
przenieśli Mausa na to miejsce. Ale wygląda na to, że odbyła się bardzo
burzliwa dyskusja między redaktorami. Najzabawniejsza wypowied na ten temat,
jaka do mnie doszła, to propozycja jednego z redaktorów mówiącego:
"Zadzwońmy do drzwi Spiegelmana. Jeśli otworzy gigantyczna mysz,
wsadzimy Mausa pod Fakty."
H.B.: Słyszałem także, że wziąłeś udział w dyskusji
o Liście Schindlera, w której stwierdziłeś, że film nie ukazuje
Żydów tak jak wyglądali podczas Holokaustu, na co ktoś odpowiedział
"Oh, czyżby Spiegelman uważał, że wyglądali jak myszy"
A.S.: Tak. Zostałem wciągnięty w dyskusję o Liście
Schindlera dla Village Voice. Starałem się jakoś z tego wywinąć,
ale w końcu wziąłem w niej udział. Chciałem uniknąć tego, co zrobił
Claude Lanzmann, którego
|
obsesją stało się krytykowanie
"Listy Schindlera" i podkreślanie swojego własnego wyobrażenia o ludobójstwie.
H.B.: Tak jakby holokaust należał do niego.
A.S.: Tak, a ja zupełnie nie miałem ochoty mówić,
że jeśli istnieje jakaś wiedza o holokauście to powinna raczej
płynąć z Mausa niż z Listy Schindlera. Z drugiej strony film był
dla mnie pomyłką, nawet jeśli okazał się wielkim sukcesem kasowym.
Chodzi mi o to, że nie podjęto w nim problemu reprezentacji
związanego ze specyfiką terytorium. Patrzenie na wydarzenia
oczami protagonisty, określonego bohatera jest czymś ryzykownym.
Tym bardziej problematycznym staje się opowiedzenie historii
ludobójstwa widzianej oczami sprawiedliwego człowieka nie-Żyda
nie mylonej z jego osobistym dramatem, starającej się być swego
rodzaju ogólnym hołdem dla ofiar. Dochodzą do tego jeszcze pewne
chwyty będące specyfiką Hollywoodu: każdy moment seksualnego
zbliżenia jest poprzedzony przemocą, a właściwie masową śmiercią.
Pojawia się tutaj pewien rodzaj ersatzu, próba stworzenia ogólnej
prawdziwej wizji, która z góry jest skazana na porażkę. Jest
głupotą twierdzić np., że aktorzy byli zbyt dobrze odżywieni,
ale to jest czymś z czym trzeba się liczyć. Aktor nie wygląda
normalnie jak szkielet. Nie możesz głodzić aktorów przez dwa lata
przed nakręceniem filmu, więc stwarza to problemy. Najbardziej
efektowny dla mnie moment w filmie był zarazem najsłabszy -
chwila gdy prawdziwi ocaleni idą obok aktorów.
H.B.: Zaraz po skończeniu śpiewania piosenki
w języku hebrajskim tak jakby zostali nauczeni Izraelskich
piosenek przed holokaustem na wypadek, gdyby okazały się
przydatne na później.
A.S.: W środku tego obłąkanego momentu pojawia
się inna możliwość. Gdybyś miał tych ocalonych w całym filmie,
pokazujących aktorom jak to się wydarzyło i jak to powinno
zostać zrobione miałbyś film w stylu Pirandella.
H.B.: Mówisz, że narracja hollywoodzka
jest nieadekwatna dla holokaustu. Jednym z powodów załamania
się tradycyjnego opowiadania filmowego jest holokaust sam w
sobie, który kawałkuje tradycyjne style i konwencje artystyczne.
Maus na przykład jest z jednej strony książką
|
bardzo poważną a z drugiej strony
czarującą. I jest komiksem, więc raczej starasz się temu
przyjrzeć, niż wzmacniać siebie na emocjonalnym wyżymywaniu
ludobójstwa. No i w prosty sposób wprowadzasz metanarrację:
rysujesz Mausa i w tym samym czasie piszesz o jego tworzeniu.
Nie jest to skomplikowane ani zniechęcające. To jest zajmujące
gdy się widzi ciebie zastanawiającego się nad koncepcją książki, gdy
ją rysujesz. Wszystko wynika z siebie w sposób naturalny.
A.S.: Zdecydowanie więcej z tego co nazywa się
postmodernizmem można znaleźć w moich komiksach z wcześniejszego
okresu niż świadomie miałem w trakcie tworzenia Mausa. W Maus I
w przeciwieństwie do Maus II podjąłem decyzję bycia postmodemistycznym
- i tak się też stało. Narracja mojego Ojca nie była ułożona
chronologicznie. Musiałem zdecydować czy trzymać się łańcucha
myśli tak jak go od niego otrzymałem - asocjacji idei, które
prowadziłyby z jednego wydarzenia w latach 5O-tych do następnego
z lat 30-tych. Albo wprowadzić XIX wieczne pojęcie ciągłości,
które wprowadza chronologię. Pomyślałem, żeby zrobić to bezpośrednio
z naszych rozmów i wtedy zdałem sobie sprawę, że nie, że to co by się
ze mną stało w ostateczności byłoby ugrzęźnięciem w kolejnym zestawie
konwencji i sposobów równie sztucznych jak tych związanych z
chronologią- tych, które tak fantastycznie zostały zbadane przez
Joyce'a -nie dziękuję, to musiało mieć do czynienia ze strumieniem
świadomości.
H.B.: Maus ma nie tylko skomplikowaną chronologię,
ale i poziomy komentarza. Ty jako postać Mausa masz ciężką relację
z Ojcem, taką jaką mają synowie ze swoimi Ojcami. W tym samym momencie
ty jako pisarz portretujesz Władka jako człowieka, który robił tyle
niezwykłych rzeczy, że czytelnik może je wręcz tylko podziwiać.
A.S.: To ma swoje źródło w sposobie w jaki 20 wiek
wpływa na 19- wieczne konwencje. Było rzeczą niemożliwą przyjąć
narrację bezpośrednią, prostolinijną, celem, do którego zmierzałem,
było raczej opowiedzenie tej historii w "czysty" sposób.
H.B.: W komiksie o twojej matce, który stworzyłeś
wcześniej i wykorzystałeś w Mausie forma jest o wiele bardziej
dopracowana i wystylizowana. Tak porównując Maus wygląda przy
nim zdecydowanie prościej.
|