Oboje mieli wiele do przedyskutowania stojąc nad próbnymi
wydrukami poszczególnych stron i paląc kolejne papierosy z filtrem.
Tymczasem paru asystentów siedziało podejrzliwie koło płaskich tablic,
bawiąc się odbitkami. Pokój był otoczony ze wszystkich stron półkami,
które uginały się pod ciężarem największej biblioteki wydań komiksów i
antologii, jaką ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Po chwili Mouly
wyszła, a Spiegelman zaprosił mnie do tylnej, "domowej" części
swojego mieszkania.
- Cały następny numer jest gotowy. - powiedział Spiegelman ze
zniecierpliwieniem. - Wszyscy tylko czekają na mnie bo mam skończyć
kolejną wkładkę z Mausem, a to przedłuża się w nieskończoność. -
Podprowadził mnie do najdalszego końca mieszkania, "mysiej dziury"
jak sam ją nazwał gdzie na stole do pracy panował przyjemny bałagan.
Notatniki leżały na jednej stronie z kopiami i wczesnymi szkicami;
stosy małych pudełek z papierami rozrzucone były jeden koło drugiego,
każdy z nich dokumentował kolejny etap powstawania następnego panelu.
- Komiks jest medium, które daje możliwość bardzo zwartego i wydajnego
opowiadania historii. - powiedział. - W tym wypadku jest tak jakby próbować
przekazać całą powieść w formie
telegraficznej. W tym sensie jest to o wiele większe wyzwanie niż
samo ukazanie fabuły. W książce napisałbym po prostu np.: "I wciągnęli
mojego ojca przez bramę do obozu." Ale tutaj muszę pozostawić te słowa,
połączyć je, w jakiś sposób stworzyć z nich zamkniętą całość, tak bym mógł
je zobaczyć i wtedy próbować zrozumieć. Czy były jakieś kępki traw, bruzdy
na drodze? Jak wysokie były budynki, ile miały okien, kraty, jakieś światła,
jacyś ludzie? Która była godzina i jak wyglądał horyzont? Każdy następny
panel wymaga, bym prześledził cały zgromadzony przeze mnie materiał, a to
jest bardzo czasochłonną czynnością.
- To dziwne - kontynuował - te części historii mojego ojca,
które już narysowałem są dla mnie jasne. Inne, do których jeszcze nie
doszedłem są jeszcze rozmyte. Nawet wtedy kiedy znam opowieść i słowa.
Wszystko jest bardzo abstrakcyjne i zablokowane z wyjątkiem końca historii.
W drugiej części coraz większą rolę zaczyna odgrywać kwestia prawdomówności
mojego ojca. Nie w tym sensie, żeby przez cały czas zaświadczał nieprawdę,
ale raczej ważniejszą staje się kwestia tego, co on tak naprawdę przeszedł,
co z tego zrozumiał i co ja zrozumiałem z jego opowiadania i przekazuję
dalej? Poszczególne poziomy nagle zaczynają się mnożyć jak szkła nałożone
na siebie.
- Nadal nie wiem jak mam to skończyć - rzekł wskazując na notatniki -
Jeszcze nie potrafię zwizualizować sobie większości z tych rzeczy.
Dopiero zaczynam widzieć Mauschwitz.
Spytałem go, dlaczego zdecydował się opublikować książkową
wersję Mausa w jej obecnej skróconej wersji.
- Śmieszne, że pytasz - odpowiedział. Zasugerował żebyśmy poszli na
dach, na którym znajdowała się prosta altanka dająca schronienie
przed słońcem. Usiedliśmy na krzesłach ogrodowych i spojrzeliśmy
na panoramę Soho, która ukazała się przed nami. Zapalił papierosa,
wziął głęboki oddech i odpowiedział: - Nigdy nie miałem zamiaru
opublikować wersji książkowej w dwóch częściach. Ale jakiś czas
temu przeczytałem wywiad ze Stevenem Spielbergiem, w którym mówił,
że produkuje właśnie pełnometrażową animację zatytułowaną
"Amerykańska przypowieść", opowiadająca o dziejach Mousekewiczów,
żydowskich myszy żyjących w Rosji, prześladowanych przez Katzaków.
Ostatecznie przybywają oni do Ameryki gdzie odnajdują schronienie.
Premiera filmu miała się odbyć w czasie obchodów stulecia Statui Wolności."
- Byłem zdruzgotany i przerażony - Spiegelman kontynuował wzdrygnąwszy się. -
Przez miesiąc chodziłem roztrzęsiony. Znaczną część życia spędziłem nad tą
książką, a tu nagle przychodzi ten Goliat, najpotężniejszy człowiek w Hollywood,
dosłownie niszcząc wszystko pod swoimii nogami. Wysłałem list, który powrócił
nawet nie otwarty. Całe noce nie spałem, ale ostatecznie kiedy zasnąłem, zacząłem
mylić nasze nazwiska we śnie: Spiegelberg, Spielman... Skontaktowałem się z moimi
prawnikami. Podobieństwo było tak uderzające poczynając od tytułu "Amerykańska
przypowieść", co brzmi zupełnie jak jakaś piracka wersja mojego tytułu "Opowieść
ocalałego". Jego adwokaci argumentowali, że idea antropomorfizacji myszy wcale nie
jest czymś oryginalnym u żadnego z nas i jako przykład podali Myszkę Miki oraz
inne kreacje Disneya. Ale przecież nikt nie zamierzał tego podważać. W rzeczy samej
ja sam podświadomie "grałem" z tymi "disneyowskimi" typami postaci i charakterów.
Jeśli chcesz wiedzieć dokładnie to idea antropomorfizacji zwierząt pochodzi od Ezopa.
Ale nie o to mi chodziło. To, co było dla mnie ważne to fakt, że specyficzne
sportretowanie Żydów jako myszy, połączone z koncepcją antysemickich prześladowców
jako kotów w historii zestawiającej życie w starym świecie Europy z tym współczesnym
w Stanach Zjednoczonych, jest czymś unikalnym - i to właśnie zostało przedstawione
w pracy zatytułowanej "Maus - Opowieść ocalałego".
Nie chciałem od nich pieniędzy, tylko żeby się powstrzymali. Najbardziej
denerwował mnie fakt, że jeśli wreszcie Maus zostanie ukończony, ludzie będą
patrzeć na niego jako na paranoiczną wersję pomysłu Spielberga a nie tak jak
było naprawdę, czyli na twór Spielberga jako oswojenie i trywializację tego czym
jest Maus. I jest jeszcze jedna niesmaczna ironia - Ich historia dzieje się się w
1886 r. co w połączeniu ze Statuą Wolności będzie zmierzać w kierunku bezmyślnej,
modnej , schlebiającej wizji patriotycznej. Natomiast jeśli byś chciał oddać
sprawiedliwość początkowej metaforze, w ukazywaniu tego jak rzeczy się miały w
1940 r. musiałbyś osadzić moich ludzi-myszy tonących gdzieś w okolicy wybrzeży
Kuby, ponieważ to oddawałoby sedno sprawy. W tamtych czasach kiedy najbardziej
potrzebowali pomocy zabroniono im przybywać do Stanów.
Spiegelman zaczynał się uspokajać. Jego papieros skończył się, więc zapalił
następnego. - Tak czy inaczej na razie wszystko skończone. Prawnicy powiedzieli
mi, że o ile mam mocne argumenty moralne, to jednak od strony prawnej nie są one
na tyle silne by wnieść sprawę o przerwanie prac nad filmem co było jedyną rzeczą,
którą chciałem osiągnąć. Niektórzy z moich przyjaciół nie mogli zrozumieć, dlaczego
się tak bardzo zapracowuję. Jeden z wydawców powiedział mi: "Spójrz. Jedyną rzeczą,
którą ci ten facet ukradł jest pomysł i szczerze mówiąc, ten pomysł jest koszmarny."
( Groźny Robert Crumb był podobnie zaskoczony desperacją Spiegelmana: "On jest
takim egomaniakiem" powiedział mi śmiejąc się "Kogo to do diabła obchodzi? Byłem
na pokazie filmu Spielberga. Te myszy są słodkie." Robert Crumb ma najbardziej
lubieżny na świecie sposób wymawiania słowa "słodki")
Spiegelman powoli się uspokajał, ale mimo to dalej obsesyjnie ciągnął - To
znaczy gdyby to Samuel Beckett ukradł mi pomysł, wpadłbym w depresję, ale
jednoczeście czułbym się zaszczyconym. Ale Spielberg?!