Oj! Właśnie przeczytałem, że sprzedali prawa do lalek Mausekewiczów dla Sears,
a MacDonalds będzie mógł wprowadzić specjalne kubki do napojów!
Tak więc Spiegelman kontynuował swoje działania i doszedł do wniosku, że
jeśli nie może powstrzymać Spielberga, pobije go natychmiastowo publikując tyle
historii, ile udało mu się obecnie skończyć (Wytłumaczył jak długo widział
przybycie do Mauschwitz jako punkt dzielący opowieść na dwie części), tym sposobem
obejmując prowadzenie. Pantheon zechciał wejść w to przedsięwzięcie, a firma Spielberga
ostatecznie zdecydowała się z powodów finansowych przesunąć premierę filmu na Święto
Dziękczynienia. Jak stwierdził Spiegelman "to był doskonały pomysł, widzisz w Europie
istnieje prawdziwa tradycja poważnej grafiki tak jak i wysokiej literatury wielotomowej.
Tylko pomyśl o tym pisarzu-myszy Prouście i wszystkich tych tomach, które potrafił
wyczarować z jednego kawałka Camemberta!"
Kiedy Art Spiegelman miał dziesięć lat w 1958 r. w Rego Park, Queens,
przewrócił się kiedyś podczas jazdy na wrotkach, a koledzy zostawili go.
Szlochając wrócił do domu do ojca, który stał na zewnątrz i coś naprawiał.
Władek zagadnął syna czemu płacze, a Art opowiedział mu o upadku i reakcji
przyjaciół. Ojciec przestał piłować i odparł "Przyjaciele, twoi przyjaciele?!
Zamknij ich na tydzień do jednego pokoju bez jedzenia. Wtedy dopiero zobaczysz,
jacy z nich przyjaciele!".
Spiegelman umiejscawia ten incydent na początku książkowej wersji Mausa jako
rodzaj uwertury, zaznaczenia jednego z najważniejszych jej tematów. W pewnym
sensie Artie był typowym amerykańskim chłopcem, jeżdżącym na wrotkach i spędzającym
czas razem z bandą innych dzieciaków. Jednak po powrocie do domu jego życie było
nawiedzane przez ciemne, przerażające sprawy przeżyć jego rodziców.
Istotnie Artie urodził się w 1948 r. w Sztokholmie, w trzy lata po ponownym
spotkaniu się jego rodziców i ich cudownym ocaleniu z obozów zagłady. W dwa
lata po jego narodzinach rodzina otrzymała pozwolenie na przyjazd do USA. W
czasach międzywojennych Władek był naprawdę bogatą osobą, a raczej ojciec Andzi
był majętnym człowiekiem, a Władek się w to bogactwo wżenił. Art pozostawia
niejasnym czy Władek ożenił się z Andzią ze względu na jej pieniądze czy
osobę (i jest to dwuznaczność ukazująca precyzję, którą się w ogóle Maus
charakteryzuje). Bez względu na to Władek okazał się dobrym zarządcą rodzinnego
majątku, inwestując w biznes tekstylny zapewniając finansową stabilizację sobie,
swojej żonie i ich ukochanemu synowi Rysiowi - dopóki nie przyszła wojna, która
odebrała im wszystko łącznie z synem. W Nowym Jorku Władek zajmował się handlem
garderobą i pracował w diamentowej dzielnicy, ale nigdy już nie osiągnął bogactwa
sprzed wojny. Pomimo faktu, że Spiegelmanowie należeli do klasy średniej żyli
zdecydowanie poniżej ich rzeczywistego stanu posiadania. Gdy dorastał jego
pierwszy syn, Władek był młodym ojcem z nadzieją patrzącym w przyszłość. Gdy
wychowywał swoje drugie "jedyne dziecko" był już starym człowiekiem narzekającym
na swoją niezabezpieczoną teraźniejszość w przerwach gdy przestawał rozpamiętywać
o swojej zniszczonej przeszłości. Tak naprawdę to aż dwa pokolenia dzieliły rodziców
od tego amerykańskiego chłopca. Najpierw był ten Stary Świat z którego oni
pochodzili, a później te lata, które stracili w czasie wojny. Gdy Artie zaczął
dorastać w Ameryce lat sześćdziesiątych musiał stawić czoło wszystkim tym przeciwnościom.
Mimo wszystko Art wspomina swoje dzieciństwo jako wyjątkowo normalne.
- Nigdy nie miałem większych problemów. - Wspominał tego popołudnia na dachu - dopóki
nie poszedłem do szkoły co dało mi możliwość porównania moich własnych doświadczeń
z innymi. W tym wypadku to znaczy, że wcale nie dziwiło mnie, że moi rodzice budzą
się w środku nocy z krzykiem na ustach. Chyba uważałem iż w każdym domu tak jest,
albo, że jedynym prezentem jaki matka dostawała od ojca na swoje urodziny była
szeroka bransoleta zakrywająca wytatuowany na jej ramieniu numer obozowy. Kiedy
podchodziły do niej jakieś dzieci z pytaniem co to znaczy, odpowiadała, że to numer
telefoniczny, który zanotowała żeby nie zapomnieć.
- Nie - powiedział Spiegelman - moje dzieciństwo było całkiem normalne oprócz tego,
że czytałem za dużo Kafki jak na czternastolatka. Wiedziałem, że stanę się
neurotykiem tak jak teraz wiem kiedy będą mi wypadać włosy.- Pociągnął ręką po
cienkim, brązowym kosmyku - ale to mnie nie interesuje.
- Od czternastego roku życia wiedziałem też, że chcę zostać rysownikiem. Spędzałem
godziny czytając magazyny komiksowe, głównie satyryczne, takie jak Mad, które
wywarły na mnie bardzo silne wrażenie.
Spytałem Spiegelmana jaka była reakcja jego rodziców. - Niespecjalnie ich to
obchodziło, a nawet w pewnym momencie mnie do tego zachęcali. Trwało to do momentu
kiedy nie stało się dla nich oczywistym, że traktuję sprawę serio. Zaczeli się
niepokoić, gdy mając piętnaście lat dalej spędzałem godziny na rysowaniu. Byli
rozgniewani ponieważ uważali, że z rysowania nie można wyżyć co chyba zrozumiałe
bo mój ojciec myślał tylko o pieniądzach. Chcieli żebym został dentystą. Dla nich był
to zawód niemalże taki jak lekarz. I tak mieliśmy te długie rozmowy ze sobą, gdzie
argumentowali, że jeśli zostanę dentystą zawsze znajdę czas na rysowanie podczas
gdy jeśli zostanę rysownikiem nie będę wiedział jak się wyrywa zęby. Ich logika
była miażdżąca i bezdyskusyjna. Czułem się zaszczuty.
Młody Spiegelman wiedział, że chce zostać rysownikiem, ale nie wiedział
jeszcze jakim, próbował więc wszystkiego. Kiedy miał dwanaście lat poszedł
do wydawców lokalnej gazety Post z zamiarem zatrudnienia się jako grafik.
Post wydało mu historię pt.: Budding Artist