Wygląda na to, że RAW wprawia w zakłopotanie wiele osób. Czy to
jest komiks, czy też magazyn artystyczny? Ma zbyt wyrafinowaną formę
by być w prosty sposób potraktowany jak śmieć - jak zwykło wielu
skądinąd rozumnych ludzi myśleć o komiksie, a z drugiej strony posiada
tą natarczywość, która jest nie na miejscu w bardziej stosownych
sytuacjach. Oczywiście RAW ma swoich czytelników - w 80.7% jest to
rynek wyalienowany i niespokojny , ale mimo to dalej pozostaje
magazynem trudnym do zdefiniowania. Naszym znakiem rozpoznawczym
jest napis "Magazyn graficzny, który zmienia swój podtytuł przy
każdym numerze". I przynajmniej o tym możemy powiedzieć z czystym
sumieniem, że jest prawdą.
Pierwszy numer nazwaliśmy "Magazyn graficzny odroczonych samobójstw"
czerpiąc inspirację ze znanego zdania E. M. Ciorana - "każda książka
jest odroczoczonym samobójstwem". Numer ukazał się w Wigilię 1980 r.
kiedy to co miały do zaproponowania Magazyny Undergroundowe takie
jak: ZAP , YOUNG LUST i in. wypaliło się w zimny, jaskrawy żar. A
przecież komiks undergroundowy miał do zaoferowania coś nowego: miał
być tworzony przez dorosłych dla dorosłych; miał być komiksem
wyzwolonym z bycia śmieszną, eskapistyczną sieczką; bez zażenowania
redefiniującym to czym komiks mógłby się stać przez niszczenie
formalnych i stylistycznych tabu równie skutecznie jak kulturowych
i politycznych. Wreszcie powstała awangarda komiksu. Komiks dojrzewał,
osiągał gwałtowny wiek młodzieńczy a może nawet i pełną dorosłość.
To był niezwykły okres dla rysowników. Nagle, w jakiś sposób to,
co wyglądało na rewolucję stało się prostym stylem życia. Komiks
undergroundowy szybko został zaszufladkowany jako zajmujący się
tylko seksem, narkomanią i tanimi emocjami. A gdy rzeczy zaczeły
iść coraz gorzej, bez wachania został wsadzony do podrzędnej szafy
kulturowej na równi z miłosnymi paciorkami..
W 1975 r. Bill Griffith - twórca ZIPPY THE PINHEAD i ja, Art,
namówiliśmy jednego z wydawców komiksowych PRINT MINT do
stworzenia
|
kwartalnika, bardziej zwartego i profesjonalnego niż inne magazyny
undergroundowe. Nazwaliśmy go ARCADE i chcieliśmy żeby był rodzajem
tratwy ratunkowej dla nalepszych rysowników pochodzących z San Francisco.
Wychodziliśmy regularnie co trzy miesiące przez prawie dwa lata co,
biorąc pod uwagę anarchistyczne skłonności tworzących magazyn rysowników
i brak entuzjazmu na rynku, było stosunkowo niezłym osiągnięciem.
Ale presja stała się zbyt silna. Griffith zaczął cierpieć na wrzody a
ja podwoiłem dzienną dawkę nikotyny i uciekłem do Nowego Jorku. Tratwa
ratunkowa tragicznie utonęła a ja zdecydowałem, że już nigdy więcej nie
będę zajmować się wydawaniem podobnego magazynu.
W Nowym Jorku spotkałem Francoise, francuską studentkę architektury z
Beaux - Arts, AWOL na Manhatanie dorabiającą jako elektryk, malarz
pokojowy, dziewczyna sprzedająca papierosy na Grand Central, dwujęzyczna
sekretarka, aktorka w sztuce Richarda Foremana - słowem robiącą
wszystko co się dało bez zielonej karty by opłacić wynajęte poddasze
na SOHO i zwiedzać Manhatan w czasie wagarów.
Fascynowała się literaturą. Lubiła komiks i, jak większość
europejczyków nie traktowała go z wyższością. Francuscy rysownicy
inspirowani przez amerykański underground zaczeli tworzyć rzeczy dla
dorosłych na bardziej sensownych warunkach finansowych niż w Stanach
Zjednoczonych.. W 1977r. pojechałem z Francoise do Europy gdzie pokazała
mi komiksy na tysiące tematów, w tysiącach różnych styli, w twardych
oprawach i na dobrym papierze, we wszystkich księgarniach. Magazyny
komiksowe można było znaleźć w każdym kiosku z gazetami. Czułem się
jakbym nagle znalazł się w komiksowym niebie. Oczywiście kiedy oceniam
z perspektywy czasu moje pierwsze wrażenia zauważam, że wiele prac które
studiowałem było na średnim poziomie, ale był to zdecydowanie wyższy
poziom średniactwa od tego z jakim stykałem się wcześniej. Tylko mały
procent z tego okazało się być pierwszej jakości. Francoise patrzyła
na uznane przez nią komiksy z nowym, świeżym entuzjazmem. Odkryliśmy
Jaquesa Tardiego, którego ironiczne, wyrażające dezaprobatę siebie
opowieści z wyczuciem graficznym, stylem i niezwykłą umiejętnością
opowiadania uczyniły jednym z najpopularniejszych, respektowanych i
naśladowanych we Francji artystów komiksowych. Odkryliśmy prace
Munoza i Sampayo,
dwóch argentyńskich emigrantów żyjących w Europie tworzących
ekspresjonistyczne opowieści detektywistyczne z tematyczną
złożonością literatury realistycznej. Odkryliśmy prace Mariscala
będące zaraźliwie żywiołową bebopową syntezą Steinberga, Herrimana
i Crumba, stworzoną w zakręconej atmosferze post- frankońskiej
Barcelony. Później byli flamandzcy artyści Joost Swarte i Ever Meulen
|