|
TERROR ręcznie
zestawiane z autentyczną gumą do żucia w plastikowych torebkach przymocowaną do tylnej
strony okładki każdego egzemplarza. Produkcja każdego kolejnego numeru oznaczała coraz
większy terror w sercach naszego coraz bardziej uszczuplającego się kręgu znajomych.
( Te karty sprawiły zresztą dużo zamieszania wśród naszych czytelników, może teraz
w siedem lat po fakcie nadszedł czas by to wszystko wyjaśnić. Mark Beyer narysował
serię ośmiu kart z historią na jednej stronie pozornie kontynuowaną na każdej
kolejnej karcie. Każda z nich zachęcała czytelników do zbierania wszystkich
osiemdziesięciu ośmiu. Większość kart była numerowana przypadkowo, ale dwie
były w kolejności. Każdy numer posiadał sześć z ośmiu kart tak, że jeśli
widziałeś egzemplarz swojego kolegi zauważałeś karty, których nie miałeś w
swojej kolekcji. By skomplikować sprawę nieistniejąca dziewiąta karta,
informująca o wkładce została uwieczniona na okładce. Dziwną rzeczą jest
fakt iż wielu czytelników naprawdę uwierzyło, że jest osiemdziesiąt osiem
kart. Część z nich kupiła kilka egzemplarzy magazynu i zdenerwowała się na
nas z powodu naszego żartu.) Inne numery RAW zawierały nagrania na miękkim
dysku, czy też ręcznie porozrywaną okładkę naszego siódmego z kolei
(Torn-again) numeru. Poza tym każdy kolejny numer, zaczynając od drugiego
posiadał także rozdział MAUSA, książki w trakcie powstawania, w formie
wsadzonej ulotki. W każdym razie w lipcu 1980 roku, RAW #1 ujrzał światło
dzienne i ku naszemu zaskoczeniu został dobrze przyjęty. Spodziewaliśmy
się, że będziemy musieli obnosić naszą gazetę w torbach po wszystkich
księgarniach błagając o miejsce do wystawienia. Zamiast tego dystrybutorzy
wykazali zainteresowanie i numer bardzo szybko się sprzedał.
Miłym zaskoczeniem były odpowiedzi artystów biorących w tym udział.
Pomimo faktu iż wielu z nich nie miało ze sobą zbyt wiele wspólnego,
czy to geograficznie czy stylistycznie, rozpoznawali coś z siebie w pracy
drugiego. To było trudne do uchwycenia; może to wynikało z poważnego
traktowania swojego zaangażowania w formę komiksową - ale to było tak
entuzjastyczne, że dało nam możliwość zrobienia następnego numeru RAW .
Czytelnicy też byli zadowoleni bo nie mogli go łatwo zaszufladkować.
Niektórzy z nich, szczególnie ci którzy którzy spodziewali się komiksu,
starali się zdefiniować magazyn po tym co było dla nich niewygodne zwykle
wzorując się na podtytułach. "Samobójstwa? To całkiem interesujący magazyn
ale trochę depresjonujący." A kiedy zatytuowaliśmy RAW #2 "Magazyn
graficzny dla wyklętych intelektualistów" mówiono o nas "to całkiem
interesujący magazyn, ale trochę... hm...przeintelektualizowany." Kiedy
wyszedł trzeci numer "Magazyn graficzny, który stracił swą wiarę w
nihilizmie" byliśmy natychmiast w niektórych kręgach odbierani jako
nihiliści. Niemniej zawsze uważaliśmy, że pewna troska i talent ujawniający
się w publikowanych przez nas pracach implikował, pewien rodzaj wiary
w przyszłość nawet jeśli czasami była to Wiara o dość osobliwym charakterze.
Po każdym kolejnym numerze RAW leżeliśmy oszołomieni i wyczerpani z
nastawieniem żeby już nigdy się w to nie pakować. Aż w końcu po kilku
miesiącach jakaś kusząca propozycja współpracy lub praca artysty którego
jeszcze nie opublikowaliśmy wyciąga nas z marazmu. W trakcie tych lat
odkryliśmy Gary Pantera którego bohater szary człowiek punk Jimbo rysowany
wściekłą, wrażliwą kreską wpłynął na całe pokolenie rysowników i ilustratorów;
Charlesa Burnsa, którego zimne jak lód opowieści
odkurzające stare schematy amerykańskiej kultury masowej uczyniły
europejskim faworytem. Każde nowe odkrycie zmusza
|
RAW do nowego działania. To powoduje, że nasi wierni czytelnicy czekają na
nasz periodyk z tym większym zainteresowaniem.
RAW, jak pewnie zdążyliście zuważyć, nigdy nie był tworzony z oczekiwaniem,
że przyniesie jakiś zysk. Do dzisiaj spełnia nasze oczekiwania z podziwem.
Startując od 3# każdy artysta otrzymał tzw "RAW deal": kopie autorskie i
proporcjonalny podział wszystkich pieniędzy jakie przyjdą po opłaceniu
kosztów wydania (trudno to nazwać zyskiem). Aktualnie przy nakładzie
dwudziestu tysięcy egzemplarzy sprzedajemy wszystkie kopie po roku co
daje jakieś sto dolarów za każdą stronę. Rysowanie komiksu nadal jest
bardziej kwestią powołania niż kariery. Jedynymi ludźmi którzy zrobili
na tym pieniądze są tylko ci spekulanci i sprytni sprzedawcy którzy handlują
starymi numerami. Numer 1 RAW przechodzi obecnie z rąk do rąk za cenę 300$ i
więcej co jest dla nas specyficznym komplementem i jak do większości rzeczy w
życiu podchodzimy do tego z pewną ambiwalencją.
Może wszystkie te tłumaczenia i objaśnienia niewiele mówią o tym jak
traktować RAW i jaki mieć do niego stosunek. Może powinniśmy po prostu
zaglądnąć do Słownika WEBSTER'S NEW TWENTIETH CENTURY DICTIONARY i
powiedzieć wam jakie znaczenie posiada słowo RAW: "nieprzypieczony,
niedogotowany, surowy". Powiedzielibyśmy wam, że prezentuje prace z "nie
zdjętą czy obraną skórą; obnażoną, krwawiącą, nie wypaloną... w swoim
właściwym, naturalnym stanie; nie zmienioną przez sztukę, wyjałowienie,
przemysł, starzenie się etc...." Moglibyśmy wam wtedy powiedzieć, że RAW
oznacza "nieprzyzwoity, sprośny, obsceniczny, ostry, i niesprawiedliwy". A
może jednak lepiej żeby magazyn dalej mówił i określał samego siebie.
|